poniedziałek, 4 lipca 2016

Wyprawa do Maroka cz II: Marrakesz

Drugim przystankiem mojej wycieczki po Maroku był niesamowity i piękny Marrakesz! Musze przyznać, że jestem bardzo szczęśliwa, iż mogłam odwiedzić to miejsce, gdyż zaraz po Hong Kongu stało się ono moim drugim ulubionym miejscem na świecie, które dotychczas dane mi było zobaczyć.
Miejsce to zachwyca swoim bogactwem kulturowym, jednak mnie najbardziej urzekły niesamowite krajobrazy. Wychodząc z ruchliwej i pachnącej przyprawami medyny czekają na nas niesamowite i bajkowe widoki. Daktylowe palmy na tle strzelistych i zaśnieżonych gór Atlasu Wysokiego zrobiły na mnie piorunujące wrażenie i aż nie mogłam oderwać oczu o tego rzadko spotykanego krajobrazu!
Żałuję jednak, że podczas mojej krótkiej wizyty nie udało mi się zobaczyć słynnego już domu Yves Saint Laurenta, ale myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie aby odwiedzić to interesujące miasto jeszcze kiedyś w przyszłości ;).

Zapraszam Was na krótką wycieczkę po słynnym "czerwonym mieście"!

TRANSLATE

W Marrakeszu spędziłam niecałe 3 dni i byłam wręcz zachwycona panującą tu atmosferą. Może zachowałam nieco ostrożność za względu na to, że jestem blond-europejką, ale szczerze mówiąc to... czułam się tu lepiej niż w Portugalii :D. Oczywiście zdarzały się liczne okrzyki (głównie po francusku), ale właśnie na tych okrzykach i sympatycznych zaczepkach się kończyło, lub przekształcały się one w próby sprzedaży wszelakich towarów, podczas gdy w Portugalii faceci potrafią być niesamowicie upierdliwi i napastliwi.
W Maroko, gdzie jakby nie patrzeć jest sporo turystów i jest to oczywiście kraj muzułmański, przyjezdne kobiety nie muszą nosić chust na głowie, a co więcej nawet młode Marokanki już z nich rezygnują. Oczywiście lepiej jest nie przesadzać i nie pokazywać zbyt mocno swojego ciała mimo panujących temperatur aby nikogo tu nie obrazić.

Marrakesz jest jednym z najważniejszych miast Maroka, a niegdyś był nawet najzamożniejszym i najważniejszym miastem Śródziemnomorza i posiadał silną rolę jako miejsce spotkań i handlu. 
Aktualnie w mieście można wyróżnić dwie części - medynę, czyli starą część, gdzie działają suki, meczety oraz położone są liczne pałace i domostwa, jak również nową - Gueliz, gdzie usytuowane zostały bardziej nowoczesne punkty takie jak kluby, hotele, banki, centra handlowe i parki. 



Miasto jest bardzo ruchliwe, pełne ludzi, motorynek i... osiołków. Ciężko tu nawet przejść przez jezdnię, gdyż rzadko znajdziemy tu sygnalizację świetlną dla pieszych, a samochody nie zatrzymują się aby kogokolwiek przepuścić.
Normą są tu ludzie rozmawiający ze sobą na zewnątrz popijając miętową i słodką herbatę, jak również modlący się na ulicach tuż po głośnym nawoływaniu z meczetów. Dzieje się tu tyle rzeczy jednocześnie, że nie wiadomo w którą stronę najpierw spojrzeć, a oglądanie życia miejscowych wydało mi się szalenie interesujące.


W Marrakeszu znajdziemy naprawdę mnóstwo interesujących miejsc. Jednym z pierwszych, jakie odwiedziłam był pałac Bahia, który w XIX wieku powstał dla Bu Ahmeda będącego w tamtych czasach sułtańskim doradcą, praktycznie rządzącym krajem. Mieszkał tutaj ze swoimi czterema żonami, dziesiątkiem konkubin i mnóstwem dzieci, także możecie sobie wyobrazić, że budowla jest sporych rozmiarów :). 
Wnętrza naprawdę zachwycają niesamowitą ilością misternych zdobień, takimi jak malowidła, płaskorzeźby oraz mozaiki. Znajdują się tu również liczne ogrody, dziedzińce i fontanny, a cały kompleks jest podzielony na dwie części - starszą i młodszą. 
Budowla uważana jest za arcydzieło wzornictwa i rozplanowania, a ze względu na powszechnie występujące misterne elementy bardzo się przeciągała. I nie ma się czemu dziwić, spójrzcie tylko na poniższe zdjęcia!


Wszystkie drogi w Marrakeszu prowadzą do największego placu w medynie - do Dżamaa al-Fina, który jest również największą atrakcją turystyczną miasta. Panuje tu wielki zgiełk i chaos, a sam plac pełen jest niespodzianek. Poza zrobieniem zakupów można tu dobrze zjeść, napić się świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, oraz obejrzeć liczne uliczne przedstawienia. Oprócz turystów tłum tworzą handlarze, którzy próbują sprzedać dosłownie wszystko, począwszy od rękodzieła a na telefonach komórkowych i meblach kończąc. Chętni mogą wykonać sobie malowidło z henny, lub zrobić sobie zdjęcie z małpką lub wężem :).


Marokańskie przysmaki, czyli aromatyczne danie przygotowane w tradycyjnym naczyniu - w tadżin.


W Maroko jest również naprawdę tanio, nawet dla nas Polaków i szkoda, że pojechałam tam praktycznie bez pieniędzy, bo nieźle bym się tam obkupiła. Maroko słynie z wysokiej jakości niesamowitego rękodzieła a uliczne stragany wypełnione są przedmiotami wykonanymi przez lokalnych rzemieślników. Moje koleżanki dosłownie rzuciły się na oferowane tutaj ciuchy i wyroby skórzane, ale ja od początku jechałam do Maroka z zamiarem kupienia... lampy sufitowej! Tak, tak, wytargowałam sobie w dosyć atrakcyjnej cenie lampę, która teraz wisi w moim pokoju w Poznaniu :D. Co prawda trochę ciężko było mi ją przewieźć do Polski, ale dałam radę i nie żałuję nawet tego, że przez resztę wyjazdu praktycznie głodowałam i żywiłam się głównie tanim marokańskim chlebem. No ale tak to już jest, kiedy jedzie się na wakacje praktycznie bez żadnych funduszy, a to co się ma, wydaje się na marokańską lampę i przejażdżkę jeepem po Saharze :D.


Na północ od placu Dżamaa al-Fina znajdziemy ciasne i hałaśliwe suki, które są symbolem Marrakeszu i miejscowej kultury. Są to liczne stragany usytuowane wzdłuż krętego labiryntu uliczek, na których można zaopatrzyć się w miejscowe rękodzieło, przyprawy, naczynia, ubrania i pamiątki w utargowanych cenach. Miejscowi Arabowie i Berberowie uwielbiają handel i sami swoimi zaczepkami namawiają przechodniów na zakupy, a targowanie cen (jak w przypadku mojej lampy) bywa często gorączkowe. Muszę też przyznać, że w porównaniu do innych marokańskich miast nie było tu jednak najtaniej, także o wiele bardziej polecam zakupy np. w Fez, gdzie przeciętny poziom cen jest naprawdę niższy  !


W trakcie mojego pobytu w Marrakeszu wykonano mi również z henny malowidło na dłoni, które utrzymało się ok tygodnia, na które oprócz wzoru składało się moje imię w wersji arabskiej.


Kiedy reszta naszej wycieczki spędzała czas w medynie robiąc zakupy, ja wraz z koleżanką postanowiłyśmy pieszo zwiedzić teren znajdujący się poza nią. Była to najlepsza decyzja tego wyjazdu, gdyż tuż po przekroczeniu murów "czerwonego miasta" naszym oczom ukazały się malownicze widoki, które opisałam już na wstępie tego wpisu.
Teren poza medyną wygląda zupełnie inaczej, gdyż architektura jest tu sporo nowocześniejsza, przestrzeń o wiele bardziej otwarta i zaplanowana, a do tego co krok trafić można na piękne i zadbane parki, utworzone na suchej wcześniej ziemi. 


Najpiękniejszym miejscem jakie udało mi się zobaczyć w Marrakeszu były z pewnością powstałe w XII w ogrody Menara. Zaraz po przekroczeniu bramy znajdujemy się w gajach oliwnych i sadach, a kręte ścieżki prowadzą do ogromnego zbiornika wodnego, który w momencie powstania był średniowiecznym arcydziełem hydrotechniki. Woda do tej sadzawki sprowadzana jest z odległych gór Atlas, a następnie zasila ona okoliczną roślinność. 
Wielka szkoda, że dotarłyśmy na miejsce tuż przed zachodem słońca, bo właśnie z tego powodu zamykano park i wypraszano gości. Udało mi się jednak wykonać kilka zdjęć tego niesamowicie urokliwego miejsca, które zapamiętam na długo!


          

4 komentarzy:

  1. haha historia z lampą totalnie mnie rozbawiła ;-) skąd ja to znam. :P
    a zdjęcia piękne, uwielbiam takie wpisy. Przynajmniej Ciebie na podróżowanie stać, bo mnie to sie nigdy chyba nie uda odłożyć haha.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marrakesz jest wspaniały! :-) Najpiękniejszy jednak nocą, bardzo polecam. A zakupy faktycznie można zrobić tam niezłe za świetne pieniądze :-) Ja sama wróciłam z caaaałą masą prezentów i gadżetów do domu, uwielbiam takie klimaty. Gratuluję lampy, jest piękna!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad :)
KOMENTARZE OBRAŹLIWE ORAZ SPAM NIE BĘDĄ AKCEPTOWANE