sobota, 11 lutego 2017

Welcome to Athens! Czyli Erasmus Nr 2!

A więc stało się! Kilka dni temu wyprowadziłam się do Aten na mojego drugiego Erasmusa! Nigdy wcześniej nie byłam w Grecji, ale już dawno nauczyłam się, że co kraj - to obyczaj, także tu na miejscu nawet nie jestem tak wszystkim zszokowana, jak kiedyś po mojej wyprowadzce do Portugalii. Akceptuję wszystko, jakim jest i jakoś się dostosuję. 
Moje pierwsze wrażenia z Aten były pozytywne. Z samolotu dało się zaobserwować piękne widoki, a po wyjściu na płytę lotniska przywitało mnie słońce i temperatura +17 C, co było miłą odmianą, kiedy 3 h wcześniej wsiadałam do niego marznąć przy -2 C. Udało mi się również znaleźć fajne i tanie mieszkanie blisko uczelni, już jakiś czas przed dotarciem na miejsce, z którego jestem naprawdę zadowolona.
Ogólnie rzecz biorąc miasto wg. mnie to... chaos. Mnóstwo samochodów, ludzi, do tego jest naprawdę bardzo duże, a patrząc na nie z góry przypomina białą, rozległą plamę. Mimo iż w marketach oczywiście nie ma tego, do czego się przyzwyczaiłam, greckie jedzenie po pierwszych degustacjach wydało mi się przepyszne!
Jeszcze wszędzie nie byłam i zwiedziłam dopiero kilka popularniejszych miejsc, ale na eksplorowanie miasta mam całe 5 miesięcy, a oprócz tego to nie będę miała na tutejszej uczelni wiele zajęć, więc oczywiście mam nadzieję na liczne, dalsze wycieczki :).

A właśnie, uczelnia... xD. Dacie wiarę, że w środku, w budynku uczniowie palą na korytarzach papierosy?! Albo, że korytarze i sale wykładowe są posprejowane?! Albo, że mnóstwo tu licznych bazgrołów, nawet.... namalowane przekreślone swastyki?! Albo, że przed samą główną bramą wejściową mojego uniwersytetu imigranci handlują czym popadnie, w tym... płytami cd z porno?! Hahaha. Widzielibyście moją minę, po pierwszej wizycie w tym miejscu :D. Mało elegancki budynek, totalny pierdolnik.

Dużym minusem jest to, że Grecy lubią palić papierosy i robią to dosłownie wszędzie,  ja nigdy nie przyzwyczaję się do tego smrodu. Inna kwestia to słynne już wąskie greckie rury kanalizacyjne i zakaz wrzucania do ubikacji papieru toaletowego, gdyż grozi to zapchaniem! Hahaha, coś czuję, że Erasmus w tym miejscu, to będzie prawdziwe wyzwanie :D

Dzisiaj mam dla Was tylko malutką garstkę zdjęć, gdyż prawie żadnych jeszcze nie robiłam, ale  będę je publikowała na bieżąco, wraz z resztą moich spostrzeżeń z Grecji ! :)

TRANSLATE

piątek, 3 lutego 2017

Intense time

Ostatnie tygodnie mojego życia to prawdziwe szaleństwo, na które składała się m.in. praca na cały etat, studia, kurs hiszpańskiego, remont, dodatkowe nocne zmiany, szycie zamówień i bieganina po lekarzach. Jednak przede wszystkim ważna dla mnie była... organizacja wyjazdu na mojego Erasmusa Nr 2! Wyjeżdżam do Aten już pojutrze, czego nie mogę się doczekać, głównie z tego powodu, że będę tam miała w końcu okazję do odpoczynku i ilości snu dłuższej, niż 5 godzin :).
Doskonale wiem jak to jest prawie nie sypiać, mieć każdego dnia zaplanowane wszystko niemalże co do godziny, malować się w tramwaju jadąc do pracy, uczyć się do egzaminu na ostatnią chwilę, skutecznie i konkretnie wszystko załatwiać. Mimo iż jestem dosyć roztrzepana, to od zawsze umiałam sobie wszystko dobrze zorganizować, brać na siebie więcej niż przeciętny człowiek, rozmieścić w czasie i dążyć do celu, nawet gdy po drodze pojawią się niespodziewane przeszkody.
Droga do tego wyjazdu była dosyć kręta. Bardzo chciałam jechać do Hiszpanii, dostałam się kolejno do Sevilli i Bilbao, jednak przeszkodą okazała się bariera językowa, gdyż niestety ale w Hiszpanii bez hiszpańskiego ani rusz! Potem nie chciałam jechać już nigdzie, skutecznie mi się odechciało i uznałam, że widocznie jestem już na Erasmusa za stara, ale po jakimś czasie dostałam odpowiedź zwrotną z ateńskiego uniwersytetu, że przyjmą mnie poza rekrutacją już w najbliższym semestrze. Zgodnie z moją maksymą - jeśli nic mnie tutaj nie trzyma, to dlaczego by nie jechać? - postanowiłam oczywiście podjąć decyzję o wyjeździe. 
Tym razem będzie kompletnie inaczej, niż na moim Erasmusie w Porto, o dziwo nie jestem tak podekscytowana, ani nawet przerażona. Wiem, że wyląduję na miejscu i że wszystkim sobie poradzę, cokolwiek by się działo.
Mam już wstępne plany na kolejny wyjazd gdzieś na praktyki zagraniczne, jednak to wszystko póki co jest jeszcze w sferze luźnych planów :)

Na dziś to tyle. Odezwę się z Aten! :)

TRANSLATE

niedziela, 22 stycznia 2017

No reason

W dzisiejszym poście do pokazania mam moją stylizację uczelnianą, na którą składa się spódniczka w kratę mojego autorstwa oraz uroczy sweterek zrobiony na drutach przez moją mamę całe wieki temu. Tak jak wiecie, oczywiście umiem szyć, wyszywać i przerabiać, ale robienie na drutach nigdy mi nie wychodziło i podziwiam osoby, którym to wychodzi! 
Skoro wybrałam się tak na uczelnię, to obowiązkowo miałam ze sobą pojemną torbę MK, jak również nowe zamszowe kozaki do kolana ze sklepu Zalando, które zamówiłam sobie jakiś czas temu :). 

TRANSLATE

piątek, 20 stycznia 2017

Candy pink

Pogoda nie pozwala na to, abym pokazała Wam moją nową koronkową bluzeczkę SheIn w pełnej stylizacji na zewnątrz, więc na dzisiaj przygotowałam kilka skromnych zdjęć z mojego domu.
Top jest wykonany z pięknej i mięsistej koronki w różowym kolorze, a do tego posiada efektowne rękawy o kroju dzwonka, także już nie mogę się doczekać na odpowiednią okazję, aby gdzieś w nim wyjść :).

Ostatnio bawię się w robienie moich własnych chokerów, stworzyłam ich już chyba z 15, także w najbliższym czasie pokażę Wam je tutaj wszystkie! :).

czwartek, 12 stycznia 2017

NEW IN: Plecak MICHAEL Michael Kors RHEA

Mimo iż miałam powstrzymać się przed zakupowymi zachciankami, skuszona promocją na Zalando postanowiłam sprawić sobie na święta plecak z ćwiekami marki MICHAEL Michael Kors. Jeśli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że ten dodatek znajdował się na mojej ostatniej wish liście i póki co nie żałuję tego zakupu ;). 
Wbrew pozorom to plecaki noszę całkiem często, głownie dlatego, że w sezonie codziennie jeżdżę rowerem i jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie. Oczywiście tego egzemplarza nie będę zabierała na na moje rowerowe zakupy do Lidla nosząc w nim kiście bananów i kartony mleka, ale na jakąś wycieczkę, lub jazdę rowerkiem do pracy myślę, że plecak ten już doskonale się nada :).

niedziela, 8 stycznia 2017

Hi 2017!

Witam Was w moim pierwszym wpisie w roku 2017! 
Nie będę robiła żadnej analizy roku poprzedniego, gdyż zwyczajnie żyję dalej realizując swoje plany. Miniony rok być może nie był dla mnie jakoś wybitnie przełomowy ani wyjątkowy, do tego mocno spłatał mi figla pod względem sercowym oraz wyjazdów na Erasmusa nr 2, ale wiem już chociaż co dokładnie będę robiła do końca sierpnia roku bieżącego! Nadal wierzę w to, że na starość żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło, dlatego też od jakiegoś czasu skrupulatnie skreślam z mojej prywatnej listy rzeczy do zrobienia kolejne pozycje. W 2016 mocno postawiłam na swoje zdrowie, w końcu zostałam mgr, odbyłam super staż w prokuraturze oraz rozpoczęłam kurs języka hiszpańskiego. A już niedługo rozpocznę naukę... greckiego! Ale o szczegółach tego przedsięwzięcia opowiem dopiero za jakiś czas! :D
Szczęśliwego roku 2017!!!!! :)

środa, 28 grudnia 2016

Wyprawa na Maderę cz. IV: Zwiedzając wyspę

Objeżdżając Maderę dookoła można natrafić na wiele pięknych miejsc i zobaczyć prawdziwe bogactwo natury. Wyspa zachwyca swoimi wzgórzami, wodospadami oraz roślinnością, o czym wspominałam już w poprzednich postach z tej wyprawy, jednak na mnie zdecydowanie największe wrażenie zrobiła nasza wizyta... w niebie ;). 
Zapraszam Was na czwarty i ostatni już wpis z tego cyklu, w którym zabiorę Was na małą przejażdżkę po całej wyspie.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Wyprawa na Maderę cz. III: Spacer po wybrzeżu

Kiedy centrum miasta Funchal i okoliczne ogrody zostały już przez nas zobaczone, postanowiłyśmy poświęcić jeden niezagospodarowany dzień na spacer wzdłuż wybrzeża. Tym samym miałyśmy okazję zobaczyć przedmieścia, czyli miejsca przepełnione hotelami i turystami, jak również naturalne wybrzeże Madery. Tak jak wspominałam wcześniej, na wyspie nie znajdziemy plaż innych niż kamieniste, bądź sztucznie usypane. Turyści mogą się tu w głównej mierze wygrzewać na słońcu... leżąc na betonie przy sztucznych basenach. Przyznam szczerze, że są one mimo wszystko wygodniejsze niż naturalna linia brzegowa. Woda w oceanie jest zimna, a do tego bardzo łatwo można się w niej poślizgnąć na wszędobylskich kamieniach. Perełką na trasie naszego spaceru był za to naturalny basen w Ponta da Cruz. A raczej byłby... gdybyśmy tylko miały wtedy ze sobą stroje kąpielowe :(.

TRANSLATE