wtorek, 28 października 2014

25

Dzisiaj kończę 25 lat i po raz pierwszy przyszło mi spędzić swoje urodziny za granicą. 
Jestem w Portugalii miesiąc i cztery dni i na tą chwilę mogę stwierdzić, że czuję się tu bardzo dobrze. Pierwszego tygodnia byłam bardzo chora, szukałam mieszkania i załatwiałam formalności. Drugiego poświęcam się życiu towarzyskiemu, a zwłaszcza jednej bliskiej mi osobie, która niestety musiała wyjechać. Trzeciego tygodnia w Portugalii nie podobało mi się prawie nic. Jednak czwartego nauczyłam się doceniać Porto, radować tym, że przyszło mi tu mieszkać. Zaczęłam odkrywać nowe miejsca, lepiej organizować swój czas oraz przyzwyczajać się do nowego stylu życia. 
Być może jestem jedną z niewielu osób, które przez cały rok tryskają energią, a w dzień swoich urodzin niemal zawsze są ogarnięte smutkiem. Jest to jedyny dzień w roku, w którym robię swój mały, osobisty bilans osiągnięć, myślę nad swoją przyszłością i czuję się zwyczajnie... staro!!! Tak wiem, staruszką nie jestem, ale nic nie mogę poradzić na to co czuję. 
Czy jestem zadowolona ze swojego życia? I tak i nie. 
Aktualnie jestem w miejscu, w którym dokładnie chciałam być, ale mimo to zawsze pragnę czegoś więcej. Już myślę nad tym co będę robiła po powrocie do Polski (najprawdopodobniej lipiec 2015), oraz ile będę musiała w to włożyć pracy, aby to osiągnąć. W każdym razie nie boję się niczego, bo dokładnie wiem czego chcę i jaki planuję obrać kierunek w swoim życiu. 
Na tą chwilę myślę, że jestem szczęściarą, bo dane mi jest podróżować, poznawać obce kultury i spełniać swoje marzenia. Mam prawdziwych przyjaciół, zaznałam w swoim życiu miłości oraz wiem, że zawsze i wszędzie sobie poradzę. 
Mam 25 lat i jestem szczęśliwa.

TRANSLATE

czwartek, 16 października 2014

Azulejos

Każdy, kto choć raz przyjechał do Porto, będzie mu się ono kojarzyło z miastem błękitno - białych płytek zwanych Azulejos. Są to ręcznie malowane ceramiczne kafelki pokryte szkliwem i jednocześnie najbardziej popularny element zdobniczy w Portugalii. Pokrywają one ściany bardzo wielu budowli, takich jak: kościoły, pałace, kaplice, fontanny i domy, gdzie stosuje się je jako elewację zewnętrzną. Najbardziej znane są projekty z biało - niebieskich kafelków, które i mnie osobiście wydają się najpiękniejsze. 
Przyjeżdżając do Porto byłam naprawdę pod dużym wrażeniem azulejos, bo budowle nimi pokryte wyglądają przepięknie i imponująco. Oczywiście przed przeprowadzką tutaj czytałam nieco o tutejszej architekturze, więc od razu wiedziałam, że któregoś dnia muszę udać się do Capela das Almas, przy Rua de Santa Catarina, aby wykonać poniższe zdjęcia!
Od jakiegoś czasu mam w swojej szafie kurtkę ze sklepu Sheinside, która wygląda dokładnie jak... azulejos! :D Kiedy tylko zobaczyłam ją w sklepie internetowym, od razu zapragnęłam ją mieć! Perspektywa noszenia kurtki w Portugalii, z nadrukiem portugalskiego dobra narodowego wydała mi się niesamowicie zabawna, i jest tu okazją do nawiązania wielu rozmów :).
Na pewno będzie tu ona moim okryciem wierzchnim numer 1! :)))

TRANSLATE

wtorek, 14 października 2014

This is Porto baby!

Jak zapewne już wiecie, od prawie trzech tygodni przebywam w Porto w Portugalii, gdzie mieszkam i studiuję w ramach programu Erasmus. 
Na tą chwilę mogę stwierdzić, że ustabilizowałam już tutaj swoje życie, znalazłam mieszkanie, rozpoczęłam zajęcia, oraz poznałam nowych przyjaciół. Pierwsze dwa tygodnie były dla mnie bardzo ekscytujące i intensywne, gdyż wypełnione koniecznością adaptacji, poznaniem nowej kultury, jak i (nie ma co ukrywać), imprezami.
Portugalia jest inna, niż sobie wyobrażałam. Lecąc tu z myślą rozpoczęcia wielkiej przygody byłam pełna nadziei i optymizmu, a rzeczywistość nieco mnie rozczarowała. Styl życia mieszkańców oraz ich podejście do wielu spraw wielokrotnie zdążyły mnie już zirytować i szczerze mówiąc to nie jestem pewna, czy będę chciała spędzić tutaj kolejny semestr, mimo, iż mam na to pozwolenie. O dziwnych zasadach i systemach obowiązujących w moim nowym mieście opowiem Wam jednak innym razem :)
Aby nie było, że już na samym wstępie jedynie marudzę, szybko dodaję, że jest tu również wiele rzeczy, które mi się podobają. Moją relację z Portugalii, chciałabym rozpocząć od ogólnego przedstawienia Wam miasta, w którym mieszkam, czyli Porto! :)

TRANSLATE

sobota, 11 października 2014

Sheinside fall wishlist

Nie do końca wiem jaka w tej chwili panuje pogoda w Polsce, ale w Portugalii właśnie zaczyna się jesień. Przeprowadzając się tu nie wzięłam ze sobą zbyt wielu ubrań, ale w najbliższym czasie mam zamiar nieco wzbogacić swoją garderobę. Oczywistym jest, że nie mam tu maszyny do szycia, a w Porto nie ma czegoś takiego jak lumpeksy, więc jestem skazana na sieciówki lub zakupy internetowe. Na szczęście mamy tutaj jednak Primark :)
Zawartość mojej szafy jest tu bardzo klasyczna, więc myślę, że w nadchodzących miesiącach zrezygnuję z przesadnej ekstrawagancji, na korzyść prostych fasonów i wzorów. W Porto nie muszę robić kompletnie nic, aby zwracać na siebie czyjąś uwagę, bo za sprawą swojej urody, według innych wyglądam po prostu egzotycznie. Myślę więc, że mój styl ubierania będzie nieco spokojniejszy niż w Polsce, a już na pewno bardzo praktyczny! ( Śmieję się, że Porto jest jak miasto leżące w górach. Ulice są miejscami bardzo strome i prawie wszędzie trzeba tu chodzić pod górę. Do tego Portugalczycy nie są niestety zbyt wysocy, nie chcę ich zawstydzać, więc na samym wstępie noszenie obcasów kompletnie tu odpada! )

Myśląc o mojej nowej jesiennej garderobie, przygotowałam swoją małą listę życzeń, na podstawie asortymentu sklepu Sheinside. W Portugalii zimą być może nie ma śniegu, ale w cale nie jest tak ciepło (temperatury wynoszą ok +5st C), a oprócz tego naprawdę często pada i powietrze jest wilgotne. Porządny płaszcz będzie więc dla mnie rzeczą jak najbardziej wskazaną. Jako, że nie przepadam za czarnym kolorem, widzę siebie raczej w czymś kolorowym, jak róż czy limonka. 

TRANSLATE

1      2      3

czwartek, 9 października 2014

Instagram mix: Sierpień - wrzesień 14'

Dzisiaj upływają dokładnie 2 tygodnie od kiedy jestem w Porto. 
Szczerze? Czas mija niesamowicie szybko. 14 dni minęły jak 3, a w ciągu nich wydarzyło się tyle rzeczy jak przez kilka miesięcy. Życie w Portugalii jest dla mnie kompletnie inne i nie ma zupełnie nic wspólnego z moim życiem w Polsce. Nie mam tu maszyny do szycia, nie pracuję, płacę za zakupy w innej walucie i praktycznie nawet nie mówię w języku polskim. Wczoraj zaczęłam również swoje pierwsze zajęcia na uczelni, które są dla mnie kolejnym całkowicie nowym doświadczeniem (ale o szkolnictwie wyższym opowiem Wam tutaj wkrótce w osobnym poście). 
Jadąc na Erasmusa oczywiście spodziewałam się tego, że czeka mnie cała masa nowych i pięknych doświadczeń, ale nie przypuszczałam, że już  w ciągu tych 14 dni uświadomię sobie czego tak naprawdę szukam w swoim życiu i co sprawia mi największą radość. Na tą chwilę mogę stwierdzić, że jestem tutaj naprawdę bardzo szczęśliwa, spełniona, a przede wszystkim wdzięczna losowi za to, że spotykam tutaj na swojej drodze tak wielu wspaniałych ludzi z całego świata, z którymi łączy mnie silna nić porozumienia i szacunku. 
W ciągu tych dwóch tygodni to miejsce dało mi tak wiele, że już teraz jestem pewna, że kiedy przyjdzie mi je opuścić, będzie mi z tym bardzo ciężko.
Uważam, że staję się tu lepszą wersją samej siebie.

Dzisiaj, w ramach ilustracji mam dla Was Instagramowy mix z ostatnich dwóch miesięcy. Obiecuję, że jak tylko ustabilizuję tutaj swoje życie i emocje, wrócę do regularnego blogowania.

P.S. Myślę, że na święta jednak przylecę do Polski na kilka dni! ;) W międzyczasie zapraszam Was również do śledzenia mojego Instagramu! ;)

TRANSLATE

1. Mój pierwszy dzień w Porto / Plac Aliados. 2-3. Moje ulubione miejsce w Porto czyli plaża nad oceanem Atlantyckim / Matosinhos. 4. Portugalia! <3

czwartek, 2 października 2014

Last days in Poland

Właśnie mija tydzień od kiedy mieszkam w Porto, ale cały czas się tu zadamawiam. Wszystko jest tu dla mnie kompletnie nowe, staram się lepiej poznać okolicę, w której mieszkam oraz zyskać nowych znajomych. W poniedziałek również zaczynam pierwsze zajęcia na swojej nowej uczelni. 
Lecąc do Portugalii byłam naprawdę bardzo chora. Angina i gorączka sprawiły, że czułam się naprawdę strasznie. Mimo to, musiałam jakoś na dwa dni przed moim wylotem wziąć się w garść, a w przerwach między odpoczywaniem w łóżku spakować się i pozamykać ostatnie sprawy w Polsce. Sama podróż była również drugą co do trudności podróżą w moim życiu (zaraz po wyścigu autostopem do Amsterdamu). Dwa loty z nie do końca niedrożnymi drogami oddechowymi sprawiły ból moim uszom, a blisko dziewięciogodzinna przesiadka w lotnisku pod Paryżem mocno mnie wymęczyła. Paris Beauvais - tam kompletnie nie ma NIC do roboty! :P
Zanim zacznę Wam jednak dokładnie relacjonować mój pobyt w Portugalii, oraz opisywać moje wrażenia, będę publikować tu jeszcze kilka zaległych postów, których nie zdążyłam umieścić tu przed wyjazdem. W międzyczasie lepiej poznam moje nowe miasto, tak aby jeszcze bardziej skrupulatnie móc Wam o nim opowiedzieć! :)

TRANSLATE