sobota, 27 września 2014

Fresh start

Mieliście kiedyś silną ochotę zmienić swoje własne środowisko na kompletnie inne? Męczyła Was Wasza praca, studia, towarzystwo i przyjaciele? A może uświadomiliście sobie, że nie znaleźliście jeszcze własnego celu w życiu, a miejsce, w którym aktualnie jesteście na Waszej ścieżce życiowej jest nieco bez sensu i znacznie odbiega od Waszych wcześniejszych wyobrażeń? Ja tak czułam ponad trzy lata temu, kiedy to na kilka miesięcy wyprowadziłam się do Warszawy. Czuję to również dziś.

TRANSLATE

Pamiętam, kiedy w 2011 roku zapragnęłam nagle zamieszkać w stolicy. Miałam stałą pracę w salonie sukien ślubnych, którą bardzo lubiłam. Miałam własne mieszkanie obok rodziców, studia i grono zaufanych przyjaciół. Jednakże czułam, że moje życie jest mimo to jakieś puste, nudne i nijakie. Poszukałam nowych doświadczeń, wyzwań i targała mną chęć sprawdzenia się w nowej sytuacji. Chciałam wiedzieć jak to jest pracować na siebie, żyć w obcym mieście i wynająć pokój z obcymi mi ludźmi. Zacząć coś nowego w miejscu, w którym było się jedynie kilka razy i nie znało się kompletnie nikogo. Zależało mi na zmianie środowiska i sprawdzeniu się w obcym miejscu. Chciałam częściowo zapomnieć o tym co posiadałam i docenić swoje życie z innej strony. Po blisko ośmiu przeżytych w Warszawie miesiącach, mogłam wtedy stwierdzić, że było to dla mnie bardzo ważne doświadczenie, potrzebne mi do poznania samej siebie i nauczeniu się czym po prostu jest życie. Dowiedziałam się nagle co to jest praca na cały etat, poznałam nieco kulisy świata mody w Warszawie, dowiedziałam się na czym polega rozłąka z rodziną i z przyjaciółmi pozostawionymi w rodzinnym mieście, oraz jak spełnić swoje (wtedy) wielkie marzenie jakim była organizacja własnego pokazu mody (jeżeli śledzicie mojego bloga od dawna, to na pewno go pamiętacie :) ). Poznałam też nową grupę bliskich mi osób, a na innych zawiodłam się boleśnie nieraz. Zweryfikowałam swoje podejście do kwestii zaufania do ludzi, nauczyłam się wielu rzeczy o sobie i innych. Dojrzałam. Wyprowadzka pomogła mi docenić pewne wartości i odrzucić to co dotychczas niepotrzebnie zawracało mi głowę. Dlatego też finalnie wróciłam do rodzinnego Poznania i postanowiłam kontynuować studia. 

Dzisiaj jest rok 2014, a ja nadal czuję, że jestem na łagodnym, życiowym zakręcie. Szczerze? Nie samym blogiem i modą człowiek żyje. Od prawie roku nie byłam  Warszawie. Odrzucam wszystkie zaproszenia na pokazy mody i spotkania towarzyskie. Nie chce mi się, szkoda mi pieniędzy i nie widzę w tym większego sensu. Mimo, że kiedyś kursowałam pomiędzy stolicą a miastem rodzinnym średnio dwa razy w miesiącu. Potrafiłam wstać na pociąg o 4:00, aby na 10:00 pokazać się na jakim bankieciku, co wtedy jeszcze mocno mnie kręciło. Dzisiaj mam to trochę gdzieś. Ten świat jest mocno sztuczny. Te wszystkie pokazy mody, spotkania blogerek, torby z prezentami, ocenianie po wyglądzie i lans… Nie będę tutaj teraz opowiadała o tym, jak dokładnie wygląda to od środka, bo nie chcę nikogo urazić. Nie jest to jednak styl życia, który w całości mi odpowiada. To trochę zbyt mało. Prowadzę bloga od 2008 roku i od zawsze robiłam to dla siebie. To moje miejsce, które jest moją osobistą motywacja i ostoją. Nigdy nie miałam w zamiarze zdobywać za jego pośrednictwem wielkiej popularności, pieniędzy i „fejmu”. Co więcej kiedy kogoś poznaję, to prawie nigdy nie mówię, że mam bloga, ale nie dlatego, że się go wstydzę (absolutnie nie!), ale dlatego, aby nie wysłuchiwać kolejny raz pytań w stylu Czy znasz Jessickę Mercedes?, albo Czy to prawda, że tak dużo zarabiacie i dostajecie wszystko za darmo?. Może dlatego, że bloguję już tak długo, mam lekko dosyć również i tej kwestii. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam prowadzić bloga, uwielbiam również szyć, ale każdy jednak czasami potrzebuje odpoczynku, aby ponownie odnaleźć w sobie pierwotną motywację, pasję i radość. Cieszę się więc, że w najbliższym czasie zajmę się czymś nowym...


Jedyną rzeczą, jaką w życiu żałowałam jest to, że na studiach licencjackich nie pojechałam na Erasmusa. Dlatego też zapisałam się na studia magisterskie i... właśnie przebywam w Porto, w Portugalii, gdzie spędzę następne min. 5 miesięcy! :)
Kiedyś chciałam wiedzieć jak to jest mieszkać w obcym mieście, a teraz pragnę poznać, jak to jest mieszkać w obcym kraju. Znowu potrzebuję porzucić dotychczasowe życie, sprawdzić się w kompletnie nieznanym mi miejscu i dowiedzieć czegoś nowego o sobie. Czuję się lekko znudzona codzienna rutyną, rozczarowana kilkoma znajomościami i jestem żądna nowej, wielkiej przygody! Bo jeżeli nic mnie w moim mieście mocno nie trzyma, oprócz mojej uczelni, która i tak mnie wysyła za granicę, to dlaczego by nie lecieć? :) Jestem silna i wiem, że cokolwiek by się działo, to zawsze sobie poradzę. Przylecę do Polski najwcześniej z trzy lub pięć miesięcy, więc przede mną wielka próba. Na pewno będę tęskniła za moją rodziną, mieszkaniem, rowerem i maszyną do szycia. Nie mam za to wielkich oczekiwań odnośnie tego wyjazdu, będzie co będzie. A wiem, że będzie jednak na pewno cudownie! Nawet wtedy, kiedy zgubię się w mieście, lub będę klepała biedę i z wytchnieniem wyczekiwała nowej transzy stypendium :D (Btw. Dlaczego ono jest takie niewielkie ?! :/)

No  więc cóż....
Portugalio, here I come!!! :D



Moja uczelnia:


          

13 komentarzy:

  1. Erasmus to świetna sprawa :)
    Miłego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jeeeeeeeej, zazdroszczę Ci, aczkolwiek wszystko jeszcze przede mną :D ja zastanawiam się nad Erazmusem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie byłabym w stanie zdecydować się na tak długi wyjazd, choć bardzo lubię nowe doświadczenia.
    Pokazałaś 3 zdjęcia, ale i tak bardzo zazdroszczę :) Mam nadzieję, że będziesz ich więcej tutaj publikować :)
    Udanego wyjazdu, powodzenia!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęć będzie tutaj całe mnóstwo. Po prostu na tą chwilę załatwiam tyle spraw w związku z ustatkowaniem się tutaj, że skupiam się jedynie na tym :) Potrzebuję jeszcze trochę czasu, a za jakiś czas będą tu pojawiać się regularne wpisy ;)

      Usuń
  4. Trzymamy kciuki! a notka mocno prawdziwa, jeśli chodzi o blog mam to samo podejście. U mnie z tymi rzeczami jest jednak trochę inaczej.. większość dosrywa bo lubię to co robię, a nie dlatego że coś z tego mam. Bo wiele osób nawet tego nie wie, nie znają się. Gdzie ten świat zmoerza..

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszcze ci wszystkiego....mozecie mnie zjechać ze sie uzalam czy cos takiego ale coz....
    Irmina jestes taka osoba jaka ja cale zycie chcialam byc....usmiechnieta, zadowolona z zycia i siebie samej....masz talenty, wyglad i chec zycia....ja od zawaze bylam osoba karana, zamykana we wlaanym pokoju i nie mogaca nic robic...moje życie opieralo sie do 19 roku zucia na trzech miejscach...szkola, kosciol i dom....nie spelnilam sie w zadnej innej dziedzinie zycia i prawda jest taka ze czym bardziej pragnelam rozwijac talenty tym bardziej wszystkiego mi broniono...ciagle slyszalam a po co ci to a na co, a jestes za smarkata albo ty masz sie uczyc a nie zajmowac glupotami :-( minelo 19 lat mojego zycia i ucieklam z domu w dniu wlasnego slubu....urodzilam dziecko..niecaly rok temu drugie....tak wiec jestem 23letnia mama dwojki chlopcow....mieszkam w Szwecji i mecze sie sama ze soba....
    Bo mimo przydomka matki i zony oraz synowej prawda jest taka ze nie wiem kim jestem.....nie mam nic dla siebie...codziennie to samo..dom, dzieci i obowiazki domowe....Wstaje pierwsza klade sie ostatnia....ale gdzie w tym wszystkim kestem ja?? Gdzie cos dla mnie?? Nie mam zadnych umiejetnosci, nie mam talentow ani ambicji... Nawet wygladam na ciagle niezadbana i nie majaca sie w co ubrac....jak odnalesc w tym zyciu swoj sens?? Swoje miejsce?? Cale zucoe gnebiona teraz mam zerowa pewnosc siebie i samokrytyke....jak to zmienić?? Czuje ze to najwyzszy czas....nie moge dluzej tak zyc bo czuje ze rodzina i dom to nie dla mnie....jak znow zaczac cieszyc sie tym co mam??....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami wystarczy celebrować krótkie chwile tylko dla siebie - pachnąca kawa, smaczne ciacho, ulubiony serial... Jakiś czas temu właśnie tyle mogłam wyciągnąć dla siebie z życia. Niewiele, prawda? A jednak to miłe.
      Spróbuj poszukać pozytywów. Może te codzienne obowiązki nie są takie straszne? Ja pokochałam gotowanie. Zostałam rzucona na głęboką wodę. Nie umiałam niczego, a okazało się, że nie mam dwóch lewych rąk. Obowiązki, choć męczące, stały się czymś ważnym, a niekiedy przyjemnym.
      Jeśli chcesz pogadać, napisz: opalizujaca@wp.pl - dogadamy się. Co dwie głowy, to nie jedna... ;) "Naprawimy się" nawzajem! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Dżoana
    Radzisz sobie z językiem? Jeśli nie to może zacznij od nauki szwedzkiego, może przysługuje ci jakiś kurs szwedzkiego jako obcokrajowcowi? W ten sposób mogłabyś wyjść z domu i poznać nowych ludzi i znaleźć coś dla siebie (pracę, hobby, działalność charytatywną). Kobieto dasz radę.

    Nie myśl źle o sobie, jesteś bardzo młoda i masz wiele, założyłaś rodzinę, masz dzieci.

    Poszukaj przez internet fajnych ludzi z twojej okolicy, jak nie znasz języka to skup się na Polakach, tak żebyś miała z kim wyjść na spacer i pogadać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę powodzenia, trzymam mocno kciuki i czekam na relacje z portugalskich wypraw! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Schudłaś??? ładnie wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Udanego wyjazdu :) dobra decyzja, jesteś młoda i możesz wiele zrobić w swoim życiu. Bankiety i lans to już niestety tak wygląda ten świat, moda itp, ale to nie wszystko, fajnie że tak szybko to zrozumiałaś :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad :)
KOMENTARZE OBRAŹLIWE ORAZ SPAM NIE BĘDĄ AKCEPTOWANE