Wprawdzie planowałam pokazać Wam najpierw nową autorską spódnicę, ale uznałam finalnie, że większość z Was byłaby bardziej zainteresowana nową sukienką :) Z racji tego, że spodnie noszę chyba tylko zimą i jesienią (w dodatku nie zawsze), a od jakiegoś czasu mój typowy zestaw na co dzień to sukienka i marynarka, lub sukienka i jeansowa kurtka, postanowiłam w końcu uszyć sobie kolejną. Kocham spódnice, ale zdałam sobie sprawę, że szyję ich za dużo, najwyższa pora wzbogacić swoją garderobę w jednoczęściowe, autorskie sukieneczki, które nadają się dosłownie na każda okazję.
Rzadko kiedy kieruję się trendami. Po prostu już tak mam, że im coś jest bardziej modne i powszechne, tym bardziej nie chcę tego mieć. Na pewno nie zobaczycie mnie nigdy na blogu ubraną od stóp do głów w ciuchy z Zary, ani w aktualnie panujące trendy. Większą frajdę niż zakupy w sieciówkach sprawia mi samo tworzenie ubrań, szycie, przerabianie lub po prostu wyszukiwanie tych vintage. Grzechem byłoby jednak nie przyznanie się do tego, że z modnych w tym sezonie akcentów skusiły mnie asymetryczne spódnice.
W dzisiejszym poście przedstawiam Wam sukienkę, którą ukończyłam wczoraj. jestem szczęśliwa, że wyszła mi taka, jaką sobie wymarzyłam. Chciałam aby była przede wszystkim wygodna, w intensywnym kolorze, nadająca się na wiele okazji i łatwa to zinterpretowania w wielu stylizacjach. Aby nie było zbyt zwyczajnie, na plecach uszyłam wiązaną łezkę, a na ramionach doszyłam ręcznie coś a'la falbany. W najbliższym czasie przewiduję jej częste noszenie :)
Torebkę, również mojego autorstwa widzieliście na blogu już jakiś czas temu :)
Pozdrawiam Was serdecznie o zapraszam oczywiście do obserwowania mojego bloga oraz na
Facebooka!
Irmina :)
TRANSLATE